Szukaj na tym blogu

środa, 14 marca 2018

niedziela, 18 czerwca 2017

Odnaleźć kobiecość

Kiedyś przeczytałam, że "kobieta w połowie jest małą prawdą, w połowie małym kłamstwem, a w całości wielką niewiadomą". Szczerze mówiąc długi czas ja sama byłam dla siebie jedną wielką niewiadomą. A tak naprawdę, biorąc pod uwagę wszelkie sygnały z zewnątrz, zastanawiałam się, co ta kobiecość oznacza w moim przypadku.

Oczywiście kobieta kobiecie nierówna. Ale miałam wrażenie, że niepełnosprawność przekreśla fakt bycia kobietą. Po pierwsze ze względu na wygląd, na który dysfunkcja może mieć wpływ. A przecież to kobieta ma wyglądać atrakcyjnie. Rzecz jasna nie wszystkie kobiety mają figurę modelki. Ale wyglądają "normalnie". Po drugie, każda kobieta ma swoje powołanie. Mimo wrażenia, że swoje się rozeznało, głosy zdające się sugerować, że w przypadku niepełnosprawności mąż i dzieci to jakieś wymysły, zdawały się temu przeczyć. Tutaj teoria imprintingu roli żony i matki chyba nie do końca się sprawdza - w takich przypadkach wdrukowywany jest raczej komunikat "nie nadajesz się do tego", co nierzadko dla kogoś jest równoznaczne z byciem cieniem kobiety.

Ładnych parę lat zajęło mi przekonanie się, że w Jego oczach jednak jestem nią w pełnym tego słowa znaczeniu. W potwierdzeniu swojej kobiecej tożsamości pomogła mi, a jakże, Edyta Stein. Edytka dobra na wszystko!

Jeśli zatem sugerują Ci coś, co stanowi atak na Twoją tożsamość, nie daj jej zniszczyć. Odbudowywanie może Cię kosztować lata łez i wyrzeczeń. A nawet po jej odbudowaniu może pojawić się ktoś, kto zupełnie nieświadomie ponownie ją zburzy wchodząc na teren, który wydawał Ci się dobrze zabezpieczony. I znowu stwierdzisz, że upadłaś. Choć wiesz, że to nie jego wina, że masz takie doświadczenia, bardzo go lubisz i nie chciałabyś tracić z nim kontaktu. Ale wstaniesz. Kiedyś wstaniesz. Póki co miej na uwadze słowa Edytki:

"Umieć o sobie zapomnieć, wyrzec się wszystkich osobistych pragnień i praw, mieć serce otwarte na wszelki cudzy ból i potrzeby - oto ideał kobiecości". 

A On już wyciąga rękę, żeby pomóc Ci wstać i na nowo pokazać ten ideał w Tobie. A Ty musisz jedynie znaleźć w sobie po raz kolejny dość siły, żeby tą rękę pochwycić. Nie pozwól tylko, żeby znajdowanie tej siły zajęło Ci zbyt długo.

wtorek, 30 maja 2017

Poczucie własnej wartości

„Pojawiasz się i znikasz, i znikasz, i znikasz. Mam na twym punkcie bzika, mam bzika, mam bzika". Słowa te, moim zdaniem, doskonale odnoszą się do poczucia własnej wartości. Bo jeśli nie jest ono dostatecznie ugruntowane, to na skutek różnych wydarzeń pojawia się i znika. A na jego punkcie to chyba każdy ma bzika - wszak każdy chciałby je mieć. Ale czym ono właściwie jest i jak je w sobie wyrobić?

N. Branden zdefiniował poczucie własnej wartości jako skłonność do doświadczania siebie, jako osoby kompetentnej w zakresie stawiania czoła wyzwaniom przynoszonym przez życie, a także zasługującej na szczęście". Spróbujmy rozłożyć tę definicję na czynniki pierwsze.

1. Skłonność do doświadczania siebie. Niby takie oczywiste, ale czy na pewno? Czy zawsze jesteśmy w stanie doświadczać siebie? Czy nie jest czasem tak, że nie dopuszczamy do świadomości swoich ograniczeń i próbujemy zepchnąć nasze uczucia na dalszy plan? Mi szczerze powiedziawszy często zdarzyło się myśleć, że moja dysfunkcja nie ograniczy mnie w niczym. Owszem, nie ograniczy, ale paradoksalnie dopiero wtedy, kiedy uznam jej ograniczające skutki i poszukam alternatywy, nie będzie mnie ograniczać. Uczucia, które wywołuje zarówno sama niepełnosprawność, jak i sytuacje bezpośrednio z nią związane, nie są łatwe. Ale jeżeli nie otworzymy się na ich doświadczanie, one mogą nas stopniowo zabijać. Owszem, czasem to doświadczanie trwa bardzo długo i nas przygniata. Ale w końcu wstajemy, najczęściej silniejsi.

2. Doświadczanie siebie jako osoby. Niepełnosprawność może zaburzać nawet odbieranie siebie jako pełnowartościowej osoby, nie wspominając o postrzeganiu siebie jako pełnowartościowej kobiety. O tym, jak można tego dokonać, napiszę kiedy indziej. Jedno jest pewne: druga osoba nie da Ci takiego poczucia, trzeba odnaleźć je samemu. Owszem, może nim zachwiać i wywołać uczucia wspomniane powyżej, ale rzecz jasna równowaga emocjonalna w końcu wraca.

3. Osoba kompetentna w zakresie stawiania czoła wyzwaniom przynoszonym przez życie. Kiedy już posiadamy świadomość samego siebie, swoich uczuć i siebie jako osoby, czujemy się kompetentni do stawiania czoła wszystkiemu. Wierzcie mi, wiem coś o tym.

4. Osoba zasługująca na szczęście. Każdy z nas na nie zasługuje. Ale o tym czasem musimy się przekonać na drodze do doświadczania siebie na różnych płaszczyznach.

Powtarzanie sobie „jestem wspaniała i wyjątkowa" na niewiele się zda, jeśli nie zna się samej siebie. A więc zacznij od tego, że przyjrzysz się sobie. I w końcu zobaczysz, że jesteś wyjątkowa, uwierzysz w to i nikt nie będzie w stanie tym zachwiać.

Ja na przykład jestem wyjątkowa. W końcu nikt ze znanych mi osób nie ma takiego balkonika jak ja ;) 

  

środa, 24 maja 2017

Błogosławiony kryzys

Kryzysy zdarzają się chyba każdemu. Któż z nas nie miał chwil zwątpienia, nie krzyczał z bezsilności czy nie płakał nocami w poduszkę? Chwile zwątpienia, krzyk, płacz - nic pozytywnego z takiego kryzysu nie wynika. Czy aby na pewno?

Kryzys definiuje się jako czas, w którym na skutek określonych wydarzeń człowiek traci zdolność do radzenia sobie w sytuacjach codziennych. Wówczas ulega zachwianiu równowaga emocjonalna, a wzmożony stres wręcz uniemożliwia prawidłowe reakcje. Stan, który w mniejszym lub większym stopniu znamy z autopsji. Czy jednak zastanawialiśmy się kiedyś nad pozytywnymi aspektami takich przeżyć?

Erik Erikson upatrywał w nich szansy na rozwój osobowości. Wyodrębnił on trzy fazy kryzysu:
1. Fazę szoku, w której pojawiają się negatywne emocje, a znane nam mechanizmy zawodzą.
2. Fazę przepracowania, gdzie próbujemy znaleźć wyjście z danej sytuacji. Wskazane jest tutaj rozwiązane adaptacyjne, podczas gdy ludzie często stosują reakcję obronną uciekając od danej sytuacji (osobiście staram się unikać tych ostatnich, ale wiem, że czasem wydaje się to wręcz niemożliwe).
3. Fazę nowego zorientowania, kiedy możemy podjąć pozytywne decyzje na bazie doświadczeń zdobytych w wyniku kryzysu. To z kolei wpływa na rozwój osobisty oraz znalezienie nowych motywów postępowania, Tutaj możemy również mówić o nowym usytuowaniu Boga w naszym życiu, o którym pisze o. Marian Zawada OCD. Wówczas życie duchowe nabiera innego wymiaru stając się jednocześnie bardziej głębokim.

Święty Jan od Krzyża jako środek na przezwyciężenie kryzysu duchowego zalecał cierpliwe trwanie przy Bogu. Psycholodzy wymieniają jeszcze szereg innych metod, spośród których wspomnę tutaj racjonalną analizę sytuacji (choć wiem, że racjonalne spojrzenie w obliczu kryzysu jest co najmniej trudne), poszukanie źródeł wsparcia (wystarczy obecność, nie trzeba opowiadać szczegółowo całej historii) i wyciągnięcie wniosków. Jednym ze sposobów jest też zwalczanie stresu jedzeniem. Ale tego nie polecam, skutki są opłakane.

Na ten rodzaj kryzysu nie pomoże bomba atomowa ani Socjalistyczna Reforma Ustrojowa proponowana przez kabaret TEY (kto nie widział - polecam :D). Pomoże natomiast świadomość, że On jest z nami i że wyprowadzi z tego dobro, otwierając nas jeszcze bardziej na Siebie i drugiego człowieka.

Co nie znaczy, że unikniemy szlochania w poduszkę czy powtarzania niczym mantry słów piosenki Starego Dobrego Małżeństwa: 

„Przysięgam wam, że płynie czas,
że płynie czas i zabija rany".

Ale to mija, I później nierzadko jest się paradoksalnie wdzięcznym za to doświadczenie.


czwartek, 23 lutego 2017

Druga szansa

Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy." (Mt 18, 21-22). Padająca w tym fragmencie siódemka oznacza pełnię. A zatem mamy przebaczać tyle razy, ile będzie konieczne. Czasem jednak przebaczenie wydaje nam się zbyt trudne, bo nie potrafimy zapomnieć.

Tymczasem tutaj wcale nie chodzi to, żeby zapomnieć. Dzisiaj wmawia się nam konieczność ucieczki od negatywnych emocji, takich jak ból. W rzeczywistości ominięcie fazy przeżywania bólu i wyparcie z pamięci jakiegoś wydarzenia może doprowadzić do sytuacji, w której skumulowana emocja powróci ze zdwojoną siłą. Czasami staramy się też zatuszować ją przed samym sobą, co tylko utrudnia proces przebaczenia. Nie oznacza to jednak, że mamy go w sobie pielęgnować, bo uniemożliwi nam to tylko podjęcie kolejnego kroku.

Psychologia mówi nam, że zanim przebaczymy komuś (bądź sobie, co jest zdecydowanie trudniejsze), druga strona musi być świadoma krzywdy, jaką nam wyrządziła.Dopiero wtedy może wziąć odpowiedzialność za to, co się stało i przeprosić.

Przebaczenie jest zatem procesem, który nie ma nic wspólnego z zapomnieniem. Procesem, który uzdrawia relacje międzyludzkie i osoby je tworzące. No właśnie, osoby. Czy bez chęci drugiej osoby nie jestem w stanie wybaczyć? Moim zdaniem jestem, co więcej: powinienem. Dlaczego? Dla mnie pierwsza odpowiedź brzmi: bo Jezus tak mówił. A poza tym nie uzyskasz spokoju serca, dopóki nie przebaczysz i nie dasz drugiej szansy. Nawet siedemdziesiąt siedem razy.


Bóg, Religii, Krzyż, Chrześcijaństwo, Religijnych



wtorek, 14 lutego 2017

Piętno

„Piętno" jest pojęciem, które Erving Goffman stworzył w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Jego zainteresowanie tą tematyką wynika po części z osobistych doświadczeń - choroba psychiczna jego żony doprowadziła ją do samobójstwa. Zagadnieniu piętna Goffman poświęcił swoją książkę „Piętno. Rozważania o zranionej tożsamości", w której opisuje zarówno samo zjawisko, jak i strategie radzenia sobie z piętnem.

Goffman definiuje „piętno" jako „atrybut dotkliwie dyskredytujący". Teoria piętna wykorzystywana jest także w analizach niepełnosprawności. Jednak tutaj zastanawiają mnie dwie sprawy. Po pierwsze, czy niepełnosprawność można zakwalifikować jako atrybut. Owszem, tak jak już kiedyś pisałam, jest ona częścią mnie i w dużym stopniu wpłynęła na moje życie. Ale raczej nie nazwałabym jej atrybutem. Poza tym, czy to właśnie ona jest dotkliwie dyskredytująca? Czy to nie jest tak, że postawy wobec niej dyskredytują? Co prawda w dalszej części czytamy, że chodzi raczej o relację pomiędzy atrybutem a stereotypem, ale jak dla mnie definicję podaną na pierwszych stronach należałoby uściślić.

Piętno wywołuje różne reakcje, zarówno u osób je noszących, jak i go pozbawionych. Według Goffmana ta druga grupa nie wierzy, że osoba z piętnem jest w pełni człowiekiem. Dlatego konstruuje własną teorię piętna tłumaczącą tą hipotezę. Posługuje się przy tym specyficznym językiem i przypisuje osobom z piętnem określone cechy. Z kolei osoby z piętnem stosują cztery strategie: korektę bezpośrednią (uważają, że należy im się szacunek), korektę pośrednią (walkę w celu opanowania dziedzin, które uchodzą za niedostępne), traktowanie piętna jako wymówki (chroniącej przed odpowiedzialnością społeczną) oraz jako zamaskowane błogosławieństwo.

Analizując swoje doświadczenia stwierdzam, że przeszłam (i przechodzę) przez wszystkie etapy. Czy któryś jest bardziej właściwy? Nie wiem. Myślę, że każdy w pewnym momencie spróbował wszystkich strategii. Najbardziej idealną sytuacją byłoby nie musieć ich stosować. Tylko czy to w ogóle jest możliwe?


wtorek, 7 lutego 2017

Nie wkręcaj!

Wszyscy posługujemy się tym samym językiem. Wydawać by się mogło, że porozumiemy się bez problemu. Jednak bariery komunikacyjne są bardzo powszechne. Jednym z powodów ich występowania jest złe odczytanie intencji. W efekcie komunikaty są źle interpretowane, a rozmówcy są przekonani o istnieniu pewnych faktów, które tak naprawdę nie zostały przez nikogo odnotowane.

U ich podłoża leżą tzw. bariery komunikacyjne. Dzielimy je na zewnętrzne i wewnętrzne. Te pierwsze powstają w najbliższym otoczeniu. Zalicza się do nich hałas czy głośna muzyka. Mimo że nie zależą one od nas, łatwo sobie z nimi poradzić - zmienić miejsce rozmowy, ściszyć muzykę itp. Z barierami wewnętrznymi nie jest już tak łatwo. Zalicza się do nich osądzanie, decydowanie za innych, przejawy uciekania oraz bariery językowe. A co ze zjawiskiem opisanym we wstępie? Chyba zaliczyłabym je do osądzania. Ale co przez nie właściwie rozumiem?

Czasownik „wkręcać" w Słowniku Języka Polskiego ma cztery znaczenia: 
1. «kręcąc czymś, umieścić to w czymś innym»
2. «wsunąć coś pomiędzy obracające się części jakiegoś mechanizmu»
3. pot. «umieścić kogoś na jakimś stanowisku, zabiegając o to u kogoś»
4. pot. «spowodować, że ktoś znalazł się w kłopotliwej sytuacji»
Brakuje mi tutaj jednego znaczenia: wmawiać, zakładać coś góry. Oczywiście odnosi się to do własnej osoby.

Klient napisał mi maila z prośbą o telefon. Jako że każdą decyzję konsultowałam, tym razem też spytałam, czy mogę zadzwonić. Usłyszałam: „nie, lepiej nie dzwoń". Moja pierwsza myśl: „no tak, na pewno nie chce, żebym dzwoniła, bo niewyraźnie mówię (jedną z konsekwencji zespołu móźdźkowego jest mowa skandowana) i odstraszyła im klienta". Po chwili drugi szef mówi: „niech dzwoni". Zwątpiłam i doszłam do wniosku, że widocznie temu drugiemu mniej przeszkadza ta moja wada wymowy. Ostatecznie nie zadzwoniłam, bo zwątpiłam. Temu pierwszemu powiedziałam, że zadzwonię jutro, bo telefon się ładuje, a ładowarka jest na tyle krótka, że musiałabym wejść prawie pod stół (co akurat było prawdą). Zdziwiłam się jeszcze bardziej widząc na twarzy komunikat w stylu: „przecież miałaś zadzwonić dzisiaj".

Na następny dzień, po niezliczonych analizach sytuacji, postanowiłam to wyjaśnić. I co usłyszałam? Że początkowe „nie" było spowodowane zupełnie czymś innym, a ja mogę dzwonić do klienta ile chcę, a jak klient nie zrozumie, to dopyta. Brawo Ty, pomyślałam. Jestem ciekawa, ile razy w moim życiu dorabiałam takie ideologie. Myślę, że baardzo dużo. Przy okazji utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że kobiety lubią doszukiwać się podtekstów. Chyba że tylko ja lubię?


sobota, 28 stycznia 2017

Sadzawka robi różnicę

Niepełnosprawność można rozpatrywać z wielu perspektyw. Jednym z narzędzi do analizowania tego zjawiska są modele, kładące nacisk na rozmaite aspekty codzienności. Najbardziej znane to model medyczny utrzymujący, że niepełnosprawność to sprawa indywidualna jednostki oraz społeczny, gdzie niepełnosprawność jest powodowana przez społeczeństwo. Wśród wielu innych można natrafić na model religijny. Dlaczego jest on w moim przekonaniu co najmniej wątpliwy? Zapraszam do lektury.

Religijny model postrzega niepełnosprawność jako karę będącą konsekwencją czynów osoby niepełnosprawnej, członka rodziny, społeczności bądź przodków. Jeśli dziecko rodziło się niepełnosprawne, religie wierzące w reinkarnację tłumaczyły to grzechami popełnionymi w poprzednim wcieleniu. Choroby psychiczne przypisywano obecności złych duchów.

Nancy Eiesland (1994), znana ze swojego kontrowersyjnego pojęcia „niepełnosprawnego Boga", wyróżnia trzy sposoby postrzegania niepełnosprawności:

1. Konsekwencja grzechu.
2. Szlachetne cierpienie.
3. Podmiot miłosierdzia.

Właśnie na konsekwencji grzechu koncentruje się większość autorów. Otieno (2009) podaje przykład uzdrowienia paralityka, któremu Jezus odpuścił grzechy zanim go uzdrowił. Nie dodaje jednak, że uzdrowienie fizyczne miało być znakiem dla tych, którzy nie wierzyli w Jego moc odpuszczania grzechów. Zestawiając uzdrowienia znad sadzawek Betesda i Siloe, koncentruje się wyłącznie nad grzechem jako źródle niepełnosprawności. Rzeczywiście po uzdrowieniu nad sadzawką Betesda Jezus mówi „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło" (J 5, 14). Ale w przypadku uzdrowienia nad sadzawką Siloe, Otieno cytuje wyłącznie pytanie uczniów: „«Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?" (J 9,2), nie wspominając nawet o odpowiedzi Jezusa: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże" (J 9,3).

Zawsze zżymałam się na model religijny. Niepełnosprawność i grzech? Niemożliwe. W dodatku religia jest tu stawiana w bardzo negatywnym świetle. Ale to były w zasadzie bardziej moje odczucia bazujące na odpowiedzi, jakiej Jezus udzielił uczniom. Jakiś czas temu usłyszałam wyjaśnienie, że uzdrowienia znad dwóch sadzawek należy rozpatrywać razem. Święty Jan pokazuje, że choroba (w tym przypadku niepełnosprawność) może być konsekwencją grzechu, ale nie musi. I w tamtym momencie model religijny już całkiem stracił w moich oczach.

Swoją drogą może widzę w tym rodzaj teorii spiskowej, ale dla mnie model religijny to w dużej mierze dyskredytowanie religii. A Wy jak myślicie?

Literatura:


  • Eiesland, N.L. (1994). The Disabled God: Toward a Liberatory Theology of Disability. Nashville: Abingdon Press.
  • Otieno, Pauline A. (2009). Biblical and Theological Perspectives on Disability: Implications on the Rights of Persons with Disability in Kenya. Disability Studies Quarterly vol. 29 no. 4.

Image result for uzdrowienie paralityka obraz

niedziela, 15 stycznia 2017

Standardy piękna

Pojęcie piękna zmieniało się na przestrzeni wieków. Platon w „Uczcie" porusza temat piękna niewidzialnego, które równie dobrze można byłoby nazwać dobrem. Także większość klasycznych filozofów definiowała piękno jako cnotę moralną. Dopiero sofiści określili je jako coś przyjemnego dla wzroku i słuchu. Dwoistość pojęcia obecna jest również w czasach nam współczesnych, z tą jednak różnicą, że wśród Greków przeważała definicja piękna niewidzialnego, dzisiaj zarzuca się nas pięknem widzialnym. Oczywiście pięknem rozumianym według określonych standardów. Dzisiaj chciałam się nad nimi przez chwilę pochylić, rozpatrując przypadek wyborów Miss World i Miss Wheelchair.

Konkurs Miss World odbył się po raz pierwszy w roku 1951 w Londynie. Miał on mieć charakter jednorazowy, a jego celem była sprzedaż bikini (stąd też konkurs zaczerpnął swoją nazwę). Kiedy organizator dowiedział się o organizowanym konkursie Miss Universe, postanowił stworzyć wydarzenie coroczne. Promocja bikini spotkała się jednak ze sprzeciwem niektórych środowisk i konkurs zyskał nazwę Miss World, a bikini została zastąpiona strojem kąpielowym.

Z kolei konkurs Miss Wheelchair sięga roku 1972, kiedy to pewien lekarz z Ohio, zauważywszy możliwości, determinację i odwagę osób z niepełnosprawnością fizyczną, założył Ms. Wheelchair America w celu uświadamiania społeczeństwa o możliwościach i potrzebach tychże osób. W konkursie wybierane są kobiety najbardziej zasłużoną i elokwentną kandydatkę mającą reprezentować osoby niepełnosprawne. W Polsce konkurs o tytuł Miss Polski na Wózku organizuje Fundacja „Jedyna Taka". Jednym z warunków przystąpienia do konkursu jest odpowiedzenie na pytania, jakie działania pozytywnie wpływają na zmianę wizerunku osób niepełnosprawnych oraz co sprawia, że czują się piękne. Ja widzę tutaj dwa kierunki: z jednej strony zmianę sposobu patrzenia na niepełnosprawność, a z drugiej - akcentowanie piękna. I kiedy patrzę na zdjęcia dziewczyn mam wrażenie, że piękno fizyczne w tym konkursie jest niemniej ważne od tego duchowego. Jeśli przyjmiemy założenie, że jest to też konkurs piękności, to bardzo dobrze. Zastanawia mnie tylko jedno: czy w takim razie konieczne jest oddzielanie konkursu Miss World i Miss Wheelchair jest konieczne? Czy wózek inwalidzki wprowadza nowe standardy piękna?

Mi do wyglądu miss baaaaaardzo daleko. Ale gdyby było bliżej, nie omieszkałabym spróbować w konkursie ogólnym. Ciekawe, jaka byłaby reakcja organizatorów. Może miałabym materiał na kolejny post. A może miło bym się zaskoczyła :)




sobota, 7 stycznia 2017

Powołanie Genowefy


Święta Genowefa Torres Morales

4 stycznia przypadało wspomnienie świętej, którą chyba mało kto zna. Ja sama usłyszałam o niej dopiero jakiś czas temu. 
Genowefa Torres Morales, bo o niej mowa, urodziła się w Hiszpanii w 1870 roku. W wieku ośmiu lat straciła rodziców oraz czworo rodzeństwa. Zajęła się młodszym bratem, który zdecydowanie do najspokojniejszych nie należał. Jakiś czas później zaczęła czytać żywoty świętych. To właśnie ich lektura pomogła jej przetrwać ciężkie chwile i obrać właściwy kierunek.
Kiedy miała 13 lat, musiano amputować jej nogę i już do końca życia poruszała się niesamodzielnie. Dwa lata później zamieszkała w sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne. Miała tam kierownika duchowego, dzięki któremu pogłębiała swoją relację z Bogiem. Po dziewięciu latach chciała wstąpić do zakonu karmelitanek miłosierdzia sprawującego pieczę nad tym sierocińcem. Nie przyjęto jej z powodu niepełnosprawności. Ale kiedy Bóg woła, nikt ani nic tego nie zagłuszy. Genowefa, zetknąwszy się z problemem samotności, zakłada w 1911 r. Towarzystwo Anielskie, z którego następnie wyłonił się Instytut Najświętszego Serca Jezusa i Świętych Aniołów. Angeliki, bo tak potocznie mówi się na siostry należące do zgromadzenia, czerpiąc siłę z adoracji Najświętszego Sakramentu, do dziś wspierają osoby samotne i potrzebujące miłości. 
Genowefa zmarła 4 stycznia 1956 r. Jest patronką osób niepełnosprawnych. Ale to nie dlatego o niej piszę. Ujęła mnie tym, że potrafiła zignorować głosy „nie nadajesz się" i kroczyć drogą powołania. W końcu „Bóg nie powołuje uzdolnionych, tylko uzdalnia powołanych".

niedziela, 18 grudnia 2016

Mówić czy nie mówić?

Dzisiaj natrafiłam na wpis wymieniający tematy, których nie powinno się poruszać w rozmowie z osobą poruszającą się na wózku inwalidzkim. Tak się składa, że z większością tez się nie zgadzam. Owszem, nie poruszam się na wózku (choć jak już pisałam wcześniej, wielu usilnie twierdzi, że balkonik to wózek :), ale myślę, że jakaś analogia zachodzi. Dlatego też postanowiłam odnieść się do wpisu autorstwa Richarda Colemana „5 Things You Shouldn`t Say To A Person In A wheelchair". Autor wymienia pięć wypowiedzi, których nie powinno się kierować do osoby poruszającej się na wózku.

Stwierdzenie nr 1: Ostrożnie, może cię przejechać

Może nie tyle się z tym nie zgadzam, ile nigdy się nie spotkałam. Raczej słyszę „Ostrożnie, przepuść panią" lub „Ostrożnie, przepuść dziewczynkę" (co mimo świadomości mojego młodego wyglądu czasem jednak troszeczkę frustruje). Ale oczywiście każdy ma inne doświadczenia.

Stwierdzenie nr 2: Przepraszamy, nie możesz tu wejść.

Kolejne zdanie, którego nigdy nie usłyszałam. Wchodzę do wielu miejsc bez windy prosząc o wniesienie balkonika, co jest zdecydowanie łatwiejsze niż wniesienie wózka. Ale muszę przyznać, że zanim zaczęłam prosić, też uważałam, że nie mogę tam wejść. A jednak mogę (co nie zmienia faktu, że czekanie na potencjalnego wybawcę przed niektórymi budynkami ze schodami to za każdym razem lekcja cierpliwości. Zwłaszcza, kiedy na dworze zima...).

Stwierdzenie nr 3: Nie pij, kierujesz

W tym temacie z kolei ja sama żartuję sama z siebie. Ilekroć ktoś pyta, czy mogę wypić lampkę wina, odpowiadam, że jak najbardziej, bo przecież i tak się chwieję... W końcu nikt nie zauważy :)

Stwierdzenie nr 4: Nie pędź tak

Tutaj mam najmniej doświadczenia. Zawsze raczej słyszałam pytania w stylu: „Nie za szybko?". Nie, nie za szybko. Jeśli będzie, na pewno zasygnalizuję,

Stwierdzenie nr 5: Co ci się stało?

To pytanie, bez względu na jego formę, nigdy mnie nie oburzało. Tak naprawdę to uważam, że ludzie powinni pytać. Wówczas dysfunkcja przestaje być tematem tabu i nie jest podwaliną muru dzielącego pytającego,pytanego. Oczywiście najpierw pytany musi przepracować w swojej głowie, że mówienie o niepełnosprawności niekoniecznie boli, a rozmówcę może jedynie oswoić z tematem.

Oczywiście, wszystko jest tutaj bardzo indywidualne. To, co razi autora, mnie akurat nie musi. Wydaje mi się jednak, że ważne jest „odwrażliwienie" na pewne sprawy i nabranie dystansu do samego siebie. Wówczas łatwiej obu stronom. 

Ask More Questions Signage

środa, 30 listopada 2016

Cuda się zdarzają (3)

Po uzbieraniu całej kwoty niemal natychmiast napisałam do Szwajcarii. Spodziewałam się, że przywiozą mi sprzęt, zademonstrują, jak używać i już. A tu kolejna niespodzianka... Dostałam wiadomość, że najlepiej byłoby, gdybym znowu przyjechała do Solothurn. Automatycznie pomyślałam, że to wiąże się dla mnie z dodatkowymi kosztami. Nie napisałam tego w mailu, ale widocznie z jego tonu dało się wyczuć moje wątpliwości. Dostałam bowiem propozycję pokrycia większości kosztów pobytu. Nie omieszkałam skorzystać i niecały tydzień później leciałam do Szwajcarii.

Zajechawszy na miejsce, niemal od razu miałam przymiarkę do sprzętu. Martin, twórca metody, zapoznał mnie z mechanizmem działania, którym byłam (i jestem) zachwycona. Oprócz rehabilitacji miałam zapewnione również inne atrakcje, których w życiu bym się nie spodziewała. Samo miasteczko okazało się na tyle urokliwe, że można zostawić tam swoje serce.


Znowu wróciłam do Polski podbudowana. Przygoda jednak trwa dalej. Sprzęt od niedawna jest u mnie. Teraz dopiero zaczyna się najważniejsze. Jakie będą efekty, tego dokładnie nie wiem. Wiem tylko, że teraz wszystko zależy ode mnie i od Kogoś, Kto mnie tam pokierował. W zasadzie kolejność powinna być odwrotna. Niemniej jednak to Jemu należą się największe podziękowania. Ale oczywiście serdeczne dziękuję również tym, którzy wspierali mnie w jakikolwiek sposób, nie tylko finansowy <3

czwartek, 17 listopada 2016

Cuda się zdarzają (2)

Kiedy ochłonęłam z emocji, zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób zdobędę pieniądze na sprzęt. Nigdy wcześniej nie zbierałam pieniędzy, nawet nie mam subkonta na 1% podatku. Zawsze uważałam, że inni bardziej potrzebują. Ale przede wszystkim nie pozwalała mi na to chyba moja duma. No i po raz kolejny okazało się, że trzeba przekroczyć samą siebie i zrobić coś, co należało do kategorii "Nigdy w życiu". Napisałam do pewnej fundacji, odmówili. Owszem, miałam możliwość zwrócenia się do innych, o szerszym spektrum działania. Ale to już przekraczało moje możliwości - kiedy widziałam apele o wsparcie ich autorstwa i myślałam, że ktoś o mnie miałby pisać w ten sposób... Nie, nie i jeszcze raz nie. Jakoś w tym samym czasie moja znajoma zorganizowała akcję na zrzutka.pl. Pomyślałam, że to może jest wyjście, bo przecież tam opis akcji tworzy się samemu. Ale prosić znajomych... Bez sensu. Z drugiej strony nie miałam innego pomysłu. I tak od grudnia do marca nosiłam się z zamiarem zorganizowania akcji. W marcu założyłam konto, tydzień później zamieściłam opis, a po kilku dniach, z wielkim oporem, udostępniłam.

Koniec zbiórki wyznaczyłam na 30 września. Mimo że odzew był ogromny, stan konta zwiększał się powoli. 18 września miałam uzbierane około 30%. Dzień później wróciłam dość późno do domu i od niechcenia zajrzałam na konto. Nie wierzyłam własnym oczom. Uzbierałam całą kwotę! Wszystkich ogarnęła euforia, a ja przypomniałam sobie pewną historię. 11 września, będąc na uroczystościach odpustowych w Tulcach, usłyszałam zza pleców "proszę, to dla Ciebie". Zupełnie nieznana mi osoba założyła na moją rękę różaniec wyjaśniając, że pochodzi z sanktuarium w Oborach, gdzie znajduje się cudowny wizerunek Matki Boskiej. Obiecała też, że pomodli się za mnie u św. Charbela. Nie wiem, czy zdążyła pojechać tam, zanim wpłynęły pieniądze. Ale wiem, że na pewno nieprzypadkowo ją tam spotkałam. Zresztą jak twierdziła Edyta Stein, w życiu nie ma przypadków.

Teraz pozostało tylko sprowadzić sprzęt. Ale to kolejny rozdział tej historii.

Image result for matka boska oborska

poniedziałek, 7 listopada 2016

Cuda się zdarzają

W zeszłą sobotę wróciłam z mojej podróży po marzenia. Podróży, która zaczęła się w zeszłym roku (chociaż może trwa całe życie?), kiedy szukając w internecie czegoś zupełnie innego niespodziewanie natknęłam się na "coordination dynamics therapy", Wczytałam się dokładnie w założenia tej metody i okazało się, że to może być coś dla mnie. Terapia zakładała bowiem odbudowę połączeń nerwowych z wykorzystaniem odpowiednich ćwiczeń. Nie myśląc wiele napisałam do twórcy tej metody. Moje przypuszczenia okazały się słuszne, konieczny był jednak przyjazd do Szwajcarii. Wiedziałam, że to jest dla mnie szansa, ale wątpliwości było dużo: koszty podróży, względy techniczne, sensowność wyjazdu. Po przemodleniu i usłyszeniu od kogoś "jedź" (tutaj dziękuję temu komuś :*) podjęłam decyzję i kupiłam bilety na samolot. Sama siebie nie podejrzewałabym o takie szaleństwo, ale kierując się brakiem czasu (goniły mnie wtedy terminy) zaplanowałam tę podróż na... jeden dzień. Kiedy obwieściłam moją decyzję, nie zabrakło zaskoczenia i sprzeciwów. Ale klamka zapadła, za bilety mi nie zwrócą .

Mimo że lotnisko w Bernie znajduje się znacznie bliżej Solothurn, do którego musiałam dotrzeć, niż lotnisko w Zurychu, wybrałam to drugie ze względu na korzystniejsze ceny biletów i czas trwania lotu. Jak się okazało, lepiej nie mogłam wybrać. Zarówno z Berna, jak i z Zurychu musiałabym jechać pociągiem. Nie znałam obu miast, tak więc nie wiedziałam, jak dostanę się z lotniska na dworzec. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, w Zurychu wystarczy zjechać windą w dół i jest się na dworcu.

Myślałam, że tylko do pociągów w Polsce trudno się dostać. Jak się okazało, część pociągów w Szwajcarii ma identyczne wejścia. Z pomocą innych pasażerów przy wnoszeniu balkonika udało mi się jednak dostać do środka.

Na miejscu ktoś już na mnie czekał (pierwsze pozytywne zaskoczenie - nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym, żeby ktoś, z kim jestem umówiona na wizytę, zapewniał mi transport). Na miejscu czekał już na mnie profesor, który przeprowadził wywiad i dokonał oceny mojego stanu na podstawie sesji treningowej z wykorzystaniem specjalnego urządzenia stosowanego w coordination dynamics therapy. A ocena była taka, że mam duże szanse na poprawę, ale musiałabym codziennie ćwiczyć na odpowiednim sprzęcie, który do najtańszych nie należy.

Wracając nie myślałam jeszcze, skąd wezmę pieniądze. Dla mnie najważniejsze było, że jest nadzieja. Zresztą na tamten moment może jeszcze ważniejsze były bezproblemowa jazda pociągiem i załatwienie odpowiedniej asysty na lotnisku (przysługującej każdej osobie niepełnosprawnej), którą mimo uprzedniego zgłoszenia przydziela się de facto tak naprawdę przy odprawie. Tutaj napotkałam pewne trudności. Na początku ucieszyłam się, bo odkryłam odrębne stanowisko do załatwiania spraw tego typu. Później przestało mi być jednak już tak wesoło, ponieważ pan z obsługi lotniska oznajmił mi, że nie mogę dostać mojego balkonika w trakcie przesiadki w Kopenhadze (tak, lecąc do Szwajcarii przesiadałam się w Kopenhadze!) i że musi on być nadany oddzielnie, a mnie przewiozą wózkiem inwalidzkim. Wydawało mi się, że zdołałam wytłumaczyć temu panu, jak przebiegała moja podróż do Zurychu (dostałam balkonik podczas przesiadki), sposób mojego poruszania się (nigdy nie jeździłam na wózku inwalidzkim) i to, że dla mnie dystans z punktu odpraw do samolotu nie jest za duży (pan uważał, że nie dam rady). Do samolotu szłam przy balkoniku, za to w Kopenhadze czekali na mnie z wózkiem inwalidzkim. Po 10 minutach dopytywania z mojej strony "dlaczego?", przydzielona mi asystentka powiedziała "widzę, że Pani tego nie lubi". "Tak, rzeczywiście", odpowiedziałam. "Jak Pani chce, może Pani iść za wózkiem". Z ochotą przystałam. Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko wózkom inwalidzkim. Po prostu nie godzę się na udowadnianie mi, że potrafię mniej niż w rzeczywistości. Mało w tym pokory (w zasadzie wcale jej tam nie ma), ale nie potrafię inaczej.

Wróciłam do domu szczęśliwa nie tylko dlatego, że jest dla mnie szansa. Dla mnie równie ważne było to, że całą podróż zaplanowałam i odbyłam sama (poza transportem na i z lotniska). Taki kolejny mały cud w moim życiu. Jak się okazało, nie ostatni w tej historii. Ale o tym w kolejnym wpisie.
Matterhorn, Alpine, Zermatt, Mountains

czwartek, 20 października 2016

Pan kotek był chory. Nie niepełnosprawny

Dzisiaj przypomniał mi się ulubiony wiersz z dzieciństwa - "Chory kotek" Jachowicza. A może raczej słowa, które w pewnym momencie tam padają: "źle bardzo, gorączka... źle bardzo, koteczku... oj długo Ty długo poleżysz w łóżeczku...".

Często utożsamia się niepełnosprawność z chorobą. I to nie tylko na płaszczyźnie językowej, używając zamiennie określeń "choroba" i "niepełnosprawność", ale również poprzez przypisywanie tym pojęciom tych samych znaczeń. Tymczasem, najkrócej rzecz ujmując, choroba dotyczy wyłącznie organizmu. Z kolei niepełnosprawność to według Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych wynik interakcji nieprawidłowości na poziomie organicznym z barierami różnego typu. O ile więc choroba ma wymiar medyczny, o tyle niepełnosprawność bardziej społeczny. Dla mnie osobiście różnicę pomiędzy chorobą a niepełnosprawnością definiuje fakt, że niepełnosprawności się nie leczy. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko dysfunkcję, czyli nieprawidłowość w funkcjonowaniu organizmu, mówimy najczęściej o rehabilitacji, nie leczeniu. Niepełnosprawność wynika z choroby, nigdy odwrotnie.

Traktowanie tych dwóch pojęć w kategorii synonimów powoduje, że osoby niepełnosprawne są nieraz na siłę wpychani do łóżka, choć nie mają gorączki, tak jak kotek. I choć osoby wpychające mają bardzo dobre intencje - chcą kogoś chronić, to tak naprawdę bronią świat przed tym kimś i pozbawiają go potencjału, jaki może on mu dać.

Cat, Pet, Romeo, Look, Pact





poniedziałek, 17 października 2016

Pudełko

Zarówno praca nad doktoratem, jak i osobiste doświadczenia pokazały, że niepełnosprawność zmienia sposób patrzenia na kobiety niepełnosprawne. Nie jestem w stanie powiedzieć, gdzie ta zmiana ma swoje korzenie - w głowach kobiet czy postawach społecznych. Jedno jest pewne - między tymi dwoma źródłami zachodzi silna interakcja (osobiście stawiałabym na to drugie, ale pewna nie jestem). Niezależnie od tego, na którym źródle się opieramy, skutki często są takie, że niepełnosprawność traktujemy jako balast, który ogranicza nas na każdym kroku.
Nie tak dawno uczestniczyłam w warsztacie pod tytułem "Jak wyjść z pudełka?". Tytułowe pudełko to przekonanie, które często ogranicza nas w szukaniu najbardziej optymalnych rozwiązań. Wtedy zastanawiałam się, w jakich pudełkach znajduję się ja. Kilka zidentyfikowałam, ale jak się okazało, nie wszystkie.

Jakiś czas później przeczytałam opracowanie na temat zagadnienia kobiety w myśli (a jakże) Edyty Stein. Autorka stwierdziła, że krzyż Edyty pozwolił jej osiągnąć głębszy wymiar kobiecości. I wtedy wszystko złożyło się w jedną całość.

Wiem, że dla wielu wyda się to absurdalne, ale może by tak wyjść z pudełka traktowania niepełnosprawności jako czegoś ograniczającego, a zacząć postrzegać ją jako pewnego rodzaju... szansę? Szansę, którą można wykorzystać nie tylko w sposób tak wzniosły, jak Edyta, ale również bardziej prozaiczny, na przykład organizując jednodniową eskapadę do Szwajcarii celem konsultacji medycznych, jak ja. Ale o tym kiedy indziej.
Box, Case, Opened, Package

niedziela, 16 października 2016

You`ve been my inspiration...

Kilka dni temu natrafiłam na artykuł o Haben Grima, pierwszej głuchoniewidomej absolwentce Harvardu. Haben prowadzi zwyczajne życie - tańczy, pływa na desce i robi milion innych rzeczy. W związku z tym, jak to często bywa w przypadku aktywnych osób niepełnosprawnych, jest dla wielu "inspirująca". Przecież w obliczu tylu przeciwności wynikających z niepełnosprawności podejmowanie się jakiegokolwiek zadania jest nie lada wyzwaniem. Jak komentuje sama Haben, nie chce być dla nikogo inspirująca w tym znaczeniu tego słowa. Ona po prostu żyje. I stara się przekonać organizacje do traktowania
niepełnosprawności w kategoriach wartości, która może przyczynić się do rozwoju organizacji, choćby poprzez wprowadzenie nowych technologii.

Podpisuję się pod tym obiema rękami. Często spotykam się z podziwem. Powody są różne: ukończenie studiów, podjęcie doktoratu, sprzątanie, gotowanie, praca... W zasadzie jest to miłe, tylko sęk w tym, że są to normalne czynności, za które osób sprawnych raczej się nie podziwia. A poza tym postrzeganie w tych kategoriach pociąga za sobą przypinanie etykietki superbohaterki z krajów egzotycznych, która uniemożliwia patrzenie na mnie jak na zwyczajną Anię.

Zgadzam się również, że sama niepełnosprawność może stać się inspiracją, ale co najwyżej do szukania nowych rozwiązań włączających. Ale o tym napiszę kiedy indziej.

Oczywiście bycie dla kogoś inspiracją jest bardzo pozytywne. Z tą tylko różnicą, że inspiracją jest moja osoba, a nie czynności dnia codziennego, które wykonuję "mimo niepełnosprawności".

czwartek, 13 października 2016

Podwójna dyskryminacja

Dzisiaj chciałam napisać o pewnym paradoksie. Zarówno w literaturze, jak i w różnego typu dokumentach prawnych można znaleźć opinię, że niepełnosprawne kobiety są dyskryminowane z powodu dwóch "atrybutów": niepełnosprawności i kobiecości. Meekosha (2004) doszła do wniosku, że niepełnosprawność jest intensyfikowana przez gender (z różnych względów mam alergię na to słowo, ale musiałam je tutaj użyć). Według niej kobiety niepełnosprawne są odbierane jako bardziej pasywne oraz bezsilne, a męskość u mężczyzn jest niepełna. Kilka zdań wcześniej czytamy, że osoby niepełnosprawne są odbierane jako bezpłciowe i aseksualne oraz że takie postrzeganie nie oznacza, że gender (stosując nazewnictwo autorki, ja wolę mówić o kobiecości), nie ma nic wspólnego z niepełnosprawnością. A dla mnie oznacza. Jeśli przyjmiemy bowiem, że kobiety niepełnosprawne są uważane za bezpłciowe, oznacza to odzieranie ich z kobiecości i negowanie jej. A jak mogę być dyskryminowana z powodu czegoś, czego w domyśle nie ma? Moim zdaniem nie mogę. W tym samym artykule kawałek dalej jest przytoczona publikacja autorstwa Grue oraz Tafjord Laeurm (2002), którzy stwierdzili, że niepełnosprawne matki są postrzegane jako niezdolne do macierzyństwa osoby wymagające wsparcia. Później dochodzą do wniosku, że chcą one pokazać społeczeństwu ich zdolność do macierzyństwa, a tym samym wejść w role społeczne. Z tym się akurat już mniej zgadzam. Takie pragnienie pochodzi z wnętrza.
Może macie inne doświadczenia, ale ja nigdy nie czułam się dyskryminowana jako kobieta. Jeśli już, to znaczenie miała niepełnosprawność. No cóż, w moim odczuciu gender znowu namieszał.

sobota, 8 października 2016

Delfin też człowiek?

Niedawno na Facebooku przeczytałam o badaniu przeprowadzonym w Finlandii wśród kobiet do 25 roku życia, które dokonały aborcji. Naukowcy doszli do wniosku, że aborcja nie zwiększa ryzyka problemów ze zdrowiem psychicznym (dokładniej rzecz ujmując, ryzyko chorób psychicznych u kobiet, które dokonały aborcji jest takie samo, jak u pozostałych). Moim zdaniem badanie to ma jedno główne ograniczenie: wiek badanych. Syndrom poaborcyjny pojawia się nawet po wielu latach od dokonania aborcji, więc dobór próby jest zbyt wąski. Poza tym jeden z członków zespołu badawczego stwierdził, że uzyskano spodziewane wyniki. Wyczuwam tu pewną manipulację, choć oczywiście mogę się mylić. Napisałam o swoich wątpliwościach w komentarzu no i oczywiście wywołałam lawinę. Wiele osób uważa, że coś takiego jak syndrom poaborcyjny nie istnieje. Ja akurat jestem przekonana, że jest odwrotnie - syndrom poaborcyjny to odmiana zespołu stresu pourazowego (zainteresowanych odsyłam do dwóch artykułów: http://www.rachelsvineyard.org/PDF/Articles/Abortion%20and%20Post%20Traumatic%20Stress%20Disorder%20-%20Theresa%20.pdf
http://zywanadzieja.pl/attachments/PTSD.PAS.PAD.pdf). Ale celem tego posta nie jest przekonywanie do mojej racji. Dyskusja miała ciąg dalszy. Napisałam, że temat aborcji mnie dotyka trochę bardziej, bo jestem niepełnosprawna w stopniu znacznym (to prawda, pominęłam fakt, że nie od urodzenia) i że nie potrafię przejść obojętnie obok faktu, że na Zachodzie zabija się tak dużo dzieci, u których podejrzewa się wadę genetyczną (choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla rodziców taka wiadomość często jest szokiem). I znów morze komentarzy: że to nie są dzieci, że każdy ma prawo wyboru, że ktoś jest chory i wolałby nie żyć. Mogłam to przewidzieć. Ale jedna reakcja zaskoczyła mnie całkowicie. Przeczytałam, że myślimy o dzieciach, a zapominamy o... delfinach, które pracując z tymi dziećmi dostają depresji i popełniają samobójstwo.
Myślę, że świętemu Franciszkowi z Asyżu nie do końca o taką miłość do stworzenia chodziło.

czwartek, 6 października 2016

Konwencja (2)

Dzisiaj postaram się pokrótce omówić pozostałe punkty preambuły:

(b) uznając, że Narody Zjednoczone, w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz w Międzynarodowych Paktach Praw Człowieka, ogłosiły i uzgodniły, że każdy ma prawo do korzystania ze wszystkich praw i wolności ustanowionych w tych dokumentach, bez jakiegokolwiek rozróżnienia,
c) potwierdzając powszechność, niepodzielność, współzależność i powiązanie ze sobą wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności oraz potrzebę zagwarantowania osobom niepełnosprawnym pełnego z nich korzystania, bez dyskryminacji,
(d) przywołując Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych, Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, Międzynarodową konwencję w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej, Konwencję w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet, Konwencję w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania, Konwencję o prawach dziecka oraz Międzynarodową konwencję o ochronie praw wszystkich pracowników migrujących i członków ich rodzin,
Punkty b-e odsyłają do szeregu dokumentów, które nie sposób w pełni omówić. Najistotniejszy jest tutaj aspekt równości praw wszystkich obywateli.
(e) uznając, że niepełnosprawność jest pojęciem ewoluującym i że niepełnosprawność wynika z interakcji między osobami z dysfunkcjami a barierami wynikającymi z postaw ludzkich i środowiskowymi, które utrudniają tym osobom pełny i skuteczny udział w życiu społeczeństwa, na zasadzie równości z innymi osobami,
Rozumienie niepełnosprawności zmieniało się na przestrzeni lat. Jej definicja nie jest jednolita również dzisiaj, różni się w zależności od stosowanego modelu. Konwencja podkreśla wielopoziomowość pojęcia i akcentuje, że niepełnosprawność jest wynikiem interakcji nieprawidłowości w funkcjonowaniu organizmu z barierami mentalnymi i środowiskowymi.  
(f) uznając znaczenie zasad i wytycznych zawartych w Światowym programie działań na rzecz osób niepełnosprawnych i w Standardowych zasadach wyrównywania szans osób niepełnosprawnych oraz ich wpływ na popieranie, formułowanie i ocenę polityki, planów, programów i działań na szczeblu krajowym, regionalnym i międzynarodowym zmierzających do dalszego wyrównywania szans osób niepełnosprawnych,
(g) podkreślając znaczenie włączania kwestii niepełnosprawności do odpowiednich strategii zrównoważonego rozwoju, jako ich integralnej części,
Ten punkt wyraźnie sygnalizuje, że istnieje ryzyko pomijania kwestii niepełnosprawności w tego typu strategiach 
(h) uznając także, że dyskryminacja kogokolwiek ze względu na niepełnosprawność jest pogwałceniem przyrodzonej godności i wartości osoby ludzkiej,
(i) uznając również różnorodność osób niepełnosprawnych,
Z moich doświadczeń wynika, że panują tendencje generalizowania i traktowania na równi wszystkich niepełnosprawności. To co mnie najbardziej dotykało, to kojarzenie niepełnosprawności fizycznej z intelektualną. Różnorodność na poziomie samej niepełnosprawności może mieć przełożenie na różnorodność na poziomie osoby.
(j) uznając potrzebę popierania i ochrony praw człowieka wszystkich osób niepełnosprawnych, w tym osób wymagających bardziej intensywnego wsparcia,
Tutaj mam jedno "ale": dlaczego wprowadzono to rozróżnienie? Wszyscy to wszyscy. I już.
(k) zaniepokojone, że pomimo istnienia różnych rozwiązań i przedsięwzięć, osoby niepełnosprawne w dalszym ciągu napotykają na bariery w udziale w życiu społecznym jako równoprawni członkowie społeczeństwa oraz doświadczają naruszania praw człowieka we wszystkich częściach świata,
(l) uznając znaczenie współpracy międzynarodowej na rzecz poprawy warunków życia osób niepełnosprawnych w każdym kraju, szczególnie w krajach rozwijających się,
(m) uznając cenny wkład, obecny i potencjalny, osób niepełnosprawnych w ogólny dobrobyt i różnorodność społeczeństw, w których żyją oraz uznając, że popieranie pełnego korzystania przez osoby niepełnosprawne z praw człowieka i podstawowych wolności, a także pełnego udziału osób niepełnosprawnych wzmocni ich poczucie przynależności i przyczyni się do rozwoju zasobów ludzkich oraz postępu społecznego i gospodarczego oraz wykorzenienia ubóstwa,
Punkt (m) docenia rolę osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. Tylko tak sobie myślę, czy w tym kontekście należy ją eksponować jako jedną rolę? Każdy stoi przed unikalnym zadaniem, niezależnie od poziomu sprawności.

(n) uznając znaczenie dla osób niepełnosprawnych ich indywidualnej samodzielności i niezależności, w tym wolności dokonywania wyborów,
Najbardziej kluczowa zawsze była dla mnie niezależność. I właśnie dlatego ten punkt jest w moim odczuciu tak ważny.
(o) zważywszy, że osoby niepełnosprawne powinny mieć możliwość aktywnego udziału w procesie podejmowania decyzji w zakresie polityki i programów, w tym dotyczących ich bezpośrednio,
(p) zaniepokojone trudnościami, jakie napotykają osoby niepełnosprawne, które są narażone na wielorakie lub wzmocnione formy dyskryminacji ze względu na przynależność rasową, kolor skóry lub płeć, język, religię, poglądy polityczne lub inne, pochodzenie narodowe, etniczne, autochtoniczne lub społeczne, sytuację majątkową, urodzenie, wiek czy inne okoliczności,
Tutaj mam kolejną wątpliwość, zwłaszcza jeśli chodzi o płeć. Czy kobiety niepełnosprawne rzeczywiście doświadczają wzmożonej dyskryminacji ze względu na fakt, że są kobietami? Czasem mam wrażenie, że ich kobiecość jest po prostu pomijana. A czy coś niezauważonego może być przyczyną dyskryminacji? Hmmm...
(q) uznając, że niepełnosprawne kobiety i dziewczęta są często narażone, zarówno w środowisku rodzinnym, jak i poza nim, na większe ryzyko przemocy, naruszania nietykalności osobistej lub znieważania, opuszczenia lub zaniedbywania, znęcania się lub wykorzystywania,
(r) uznając, że niepełnosprawne dzieci powinny w pełni korzystać ze wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności, na zasadzie równości z innymi dziećmi oraz przywołując zobowiązania w tym zakresie przyjęte przez Państwa Strony Konwencji o prawach dziecka,
(s) podkreślając potrzebę uwzględniania perspektywy płci we wszystkich wysiłkach na rzecz popierania pełnego korzystania z praw człowieka i podstawowych wolności przez osoby niepełnosprawne,
Kto czytał trochę moich wpisów ten wie, że tutaj zapala mi się lampka ostrzegawcza. Stąd już tylko krok do gender studies. A  pomijając poglądy uważam, że nie należy wszystkiego rozpatrywać według tego samego modelu.
(t) zwracając uwagę na fakt, że większość osób niepełnosprawnych żyje w warunkach ubóstwa i uznając, w związku z tym, pilną potrzebę zajęcia się problemem negatywnego wpływu ubóstwa na osoby niepełnosprawne,
(u) mając na uwadze fakt, że w celu zapewnienia pełnej ochrony osób niepełnosprawnych, w szczególności podczas konfliktów zbrojnych i obcej okupacji, konieczne jest stworzenie warunków pokoju i bezpieczeństwa, w oparciu o pełne poszanowanie celów i zasad zawartych w Karcie Narodów Zjednoczonych oraz przestrzeganie odpowiednich dokumentów dotyczących praw człowieka,
(v) uznając znaczenie dostępności środowiska fizycznego, społecznego, gospodarczego i kulturalnego, dostępu do opieki zdrowotnej i edukacji oraz do informacji i środków komunikacji celem umożliwienia osobom niepełnosprawnym pełnego korzystania ze wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności,
(w) biorąc pod uwagę, że jednostka, mająca obowiązki w stosunku do innych osób i w stosunku do społeczeństwa do którego należy, jest zobowiązana dążyć do popierania i przestrzegania praw uznanych w Międzynarodowej Karcie Praw Człowieka,
(x) wyrażając przekonanie, że rodzina jest naturalną i podstawową komórką społeczeństwa i jest uprawniona do ochrony przez społeczeństwo i państwo, a osoby niepełnosprawne i członkowie ich rodzin powinni otrzymywać niezbędną ochronę i pomoc umożliwiającą rodzinom przyczynianie się do pełnego i równego korzystania z praw przez osoby niepełnosprawne,
Niezbędna ochrona i pomoc... Pojęcie względne. Każde państwo ma swój system pomocy. jednak często pozostawia on wiele do życzenia.
(y) wyrażając przekonanie, że powszechna i całościowa konwencja międzynarodowa, mająca na celu popieranie oraz ochronę praw i godności osób niepełnosprawnych, istotnie przyczyni się do zaradzenia głęboko niekorzystnej sytuacji społecznej osób niepełnosprawnych i będzie promować ich aktywność w sferze obywatelskiej, politycznej, gospodarczej, społecznej i kulturalnej, na zasadach równych szans, zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych,
uzgodniły, co następuje:
Uff, koniec preambuły. Znudzony/a? Obiecuję, że treść zasadniczą omówię bardziej kompleksowo. Ale to już następnym razem.