Szukaj na tym blogu

czwartek, 15 września 2016

Mentalność bycia z boku

Nie tak dawno miała miejsce dyskusja dotycząca edukacji osób niepełnosprawnych. Znów pojawiły się głosy za i przeciw tworzeniu oddzielnych placówek oświatowych. Ja miałam szczęście chodzić do szkoły publicznej, zaczynałam od klasy integracyjnej (gdzie więcej uczniów ma niepełnosprawność), później na placu boju” zostałam tylko ja, w związaku z czym miałam przydzielonego nauczyciela wspomagającego, którego rola polegała na sporządzaniu mi notatek, pisaniu sprawdzianów (mam nieczytelne pismo) oraz przeprowadzania w trakcie przerw (nie poruszałam się wtedy za pomocą balkonika). Długo myślałam (chyba w zasadzie nadal myślę), że było to najlepsze rozwiązanie. Miałam przecież kontakt z rówieśnikami bez niepełnosprawności. Oburzały mnie opinie, że oddzielna edukacja może gwarantować lepszy start w normalny” świat (mniej więcej taką opinię wyraził kiedyś pewien absolwent szkoły dla osób niewidomych). Ale po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że może coś w tym jest. Będąc uczniem klasy, w której jest ekstra nauczyciel specjalnie dla Twoich potrzeb i gdzie z oczywistych względów zostajesz w klasie w trakcie przerwy, możesz czuć się trochę inny. Nie chodzi tu o niechęć ze strony innych uczniów, ale o... No właśnie, o co? Nawet trudno to nazwać, ale jestem prawie pewna, że obecność nauczyciela wspomagającego wytwarzała dodatkowy dystans w stosunku do mnie. Zarówno na studiach, jak i po ich ukończeniu dodatkowego nauczyciela już nie było, ale uczucie dystansu pozostało. Nazwałam to później mentalnością bycia z boku. Oczywiście, że kluczowe były tu znowu nastawienia z obu stron, ale może gdyby tego nauczyciela nie było... Ale co wtedy? Wtedy jedyną alternatywą byłoby nauczanie indywidualne (skądinąd swego czasu usilnie mi wpierane), które stanowiłoby dla mnie osobistą katastrofę. Dziś jestem bogatsza o tamte doświadczenia i wiem, że oddzielna edukacja może mieć swoje plusy. Zaoszczędzi ona wielu rozczarowań zarówno dziecku, jak również rodzicom. Najlepszym rozwiązaniem jest edukacja włączająca, ale do jej wprowadzenia w Polsce jeszcze daleka droga.
Image result for inclusion integration and segregation

czwartek, 8 września 2016

Let`s talk about sex

Coraz częściej natrafiam na wywiady, artykuły czy filmy związane z seksualnością osób niepełnosprawnych fizycznie. Wszystko wydaje mi się sensowne, z jednym wyjątkiem: seksualność sprowadzana jest głównie do seksu. Dwa przykłady: w jednym z wywiadów czytam, że kobiety niepełnosprawne mają szansę na udane relacje damsko-męskie. Później następuje opis negatywnych postaw społecznych związanych z tym tematem. Artykuł wciąga mnie coraz bardziej, a tu nagle czytam, że najważniejsze, żeby kobiety miały pozytywny stosunek do masturbacji. Konsternacja. Ja mam akurat negatywny, hmm... Ale nie to mnie uderzyło najbardziej. Czy ktoś pomyślał, że w związku chodzi bardziej o uczucie niż o seks? Przykład numer dwa: film “Sztuka latania” z lat 90-tych. Kobieta niepełnosprawna chce przed śmiercią być z mężczyzną. Ale tylko fizycznie. I choć nader prawdziwy wydaje się ich dialog, w którym ona pyta, czy nie chce z nią być dlatego, że jest kaleką, a on po głębszym namyśle odpowiada, że powodem jest jego kalectwo w postaci nieumiejętności bycia z nią, to jednak znowu wszystko kręci się wokół seksu. A czy ktoś pomyślał, że on nie jest uczuciem? A przecież pragnie się miłości, ale tej z poziomu serca, a nie łóżka.
 Zdjęcie: Wikipedia

czwartek, 1 września 2016

Jałmużna

Siedzę w barze nad jeziorem. Podchodzi jakiś pan i pyta osób, które są ze mną (tutaj następuje pierwsze poirytowanie - mam awersję do sytuacji, gdzie pytanie dotyczące mnie kieruje się do kogoś innego). Ale pytanie było jeszcze bardziej irytujące. Pan chciał mi dać 20 złotych, bo...jeżdżę na wózku. Pomijając fakt, że balkonik nie jest wózkiem (a jeśli już ktoś się decyduje na synonimiczne użycie tych dwóch wyrazów, to nie jeżdżę NA nim, tylko co najwyżej Z), to oferowanie mi pieniędzy (po raz drugi, podobną sytuację miałam w Poznaniu) rozbroiło mnie kompletnie. Ja wiem, wyglądu miss Polski na wózku to ja nie mam, a jedną z praktyk pokutnych jest jałmużna, ale chyba są jakieś granice. No dobrze, już ochłonęłam. W każdym razie takie sytuacje pokazują, że stereotyp niepełnosprawny = biedny jeszcze funkcjonuje. No cóż, znowu trzeba być wyrozumiałym.

źródło: Pixabay

czwartek, 25 sierpnia 2016

Rusz się!

Tytuł sugeruje, że post będzie motywował do aktywności fizycznej. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, że regularność treningów z Chodakowską (tak, poruszając się o balkoniku można ćwiczyć z Chodakowską) wygląda u mnie ostatnio różnie. Ale do rzeczy. Zauważyłam, że niektóre osoby mające, nazwijmy to, mniejszy kontakt ze światem, oczekują, że świat nawiąże kontakt z nimi. A skoro nie nawiązuje, to jest “be”. Ale skąd świat ma niby wiedzieć, że go potrzebujesz? Sama w pewnym momencie utknęłam w domu. Owszem, u podłoża leżała niepełnosprawność, ale do tego doszło moje nastawienie i schemat “skoro jestem niepełnosprawna, to świat mnie nie chce”. Pisałam już, że nie lubię schematów. W pewnym momencie zreflektowałam się, że przecież świat nie wpadnie na to, że Ania chce wyjść z domu. Co prawda zdarzają się jeszcze ściany, przez które trudno mi się przebić. Ale wiem, że nie próbując, nigdy ich nie przeforsuję, a one będą rosnąć niczym mury z piosenki Kaczmarskiego. Tak więc daj znać światu, że go potrzebujesz (oczywiście w możliwy sposób - jeśli nie możesz wyjść z domu, skorzystaj z internetu). A wtedy świat zorientuje się, że potrzebuje również Ciebie. I pamiętaj: manna z nieba w tym przypadku raczej nie spadnie. Zwłaszcza, że od nieba oddziela Cię sufit.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Ja sama!

Nie wiem, czy stanowię wyjątek, ale jako dziecko zawsze chciałam wszystko robić bez niczyjej pomocy. Szczerze powiedziawszy, trochę mi tak zostało do dzisiaj. Tylko że w niektórych przypadkach, takich jak tramwaje wysokopodłogowe, nie zawsze mogę wykazać taką postawę. Do niedawna strasznie mnie to frustrowało. Widocznie chciałam być za bardzo wyemancypowana w niektórych kwestiach. Jakiś czas temu dotarło do mnie, że ja przecież nie muszę dawać ze wszystkim rady. A nawet jeśli mam do zrobienia coś, co nie sprawia mi trudności, czasem daję ludziom oferującym pomoc szansę wykazania się. Ma to jeszcze jeden plus: można poznać całkiem fajne osoby (kilka razy już mi się to zdarzyło). Na dodatek ćwiczy się pokorę i umiejętność proszenia o pomoc (co na początku jest najtrudniejsze). A więc emancypacja – tak, ale zdrowa i w odpowiednich ilościach :)


czwartek, 11 sierpnia 2016

Naleśnik

Jedna z moich największych miłości. Ostatnio widziałam filmik – instrukcję, jak pocieszyć smutną osobę. Należy ją w pierwszej kolejności zawinąć szczelnie w kocyk i w ten sposób nadać jej kształt naleśnika. Ja tam w słabych chwilach wolę naleśniki jeść, aniżeli przypominać. A to dlatego, że naleśnik ma najczęściej nadzienie, w związku z czym jest zwinięty. Jeśli trzymać się analogii do człowieka, będąc jak naleśnik, szczelnie zakrywa on swoje wnętrze, aby nic nie wydostało się na zewnątrz. Wtedy może on albo eksplodować i zalać sobą, albo skurczyć się do najmniejszych rozmiarów. W obydwóch przypadkach nikt nie zachwyci się wspaniałym wnętrzem. Dlatego nie upodabniajmy się do naleśników, po prostu je jedzmy.


czwartek, 4 sierpnia 2016

Nu pogodi

Pamiętacie bajkę Wilk i Zając"? Na końcu każdego odcinka Wilk krzyczał: Zając, ja ci jeszcze pokażę!” Jak wiemy, nie pokazał do tej pory. I szczerze wątpię, żeby kiedykolwiek mu się to udało. Dlaczego? Powód jest prosty: zrobienie czegoś tylko dlatego, żeby komuś coś udowodnić (co ma nieraz formę małej zemsty, tak jak w bajce) mija się z celem i najczęściej spala na panewce. Miałam (i mam) mnóstwo sytuacji, w których słyszę komunikaty w stylu to nie dla Ciebie” (w domyśle oczywiście najczęściej chodzi o niepełnosprawność). I wtedy sobie myślę Ale że co przepraszam? Że ja nie dam rady? Uda mi się. Zobaczysz”. No I co? Przysłowiowy guzik. W dodatku z pętelką. Udowadnianie jest najgorszą z motywacji do robienia czegokolwiek. Mało kiedy takie działanie zakończone jest sukcesem, a najczęściej prowadzi do jeszcze większych frustracji. Jeśli z Twojej aktywności nie wynika nic dobrego dla Ciebie, ani tym bardziej dla kogoś innego, zostaw “nu pogodi” Wilkowi – może jednak kiedyś mu się uda...